Obecność lekiem na ból

Uważna obecność, zainteresowanie i bliskość nic nie kosztują, a bywają najlepszym lekiem na ból psychiczny i fizyczny. Każdego dnia zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się na ile prawdziwie jesteśmy obecni, również dla naszych najbliższych. Jak bardzo jesteśmy skupieni na sobie, a jak często widzimy innych?

Reklamy

Twoja przeszłość może być drogowskazem

2

Wracaj do przeszłości nie po to, by rozpamiętywać, cz tęsknić za tym, co nie wróci, ale naucz się patrzeć wstecz, by lepiej zrozumieć siebie.

Z przeszłości możesz nauczyć się czegoś cennego o sobie, o swoich potrzebach, w co warto iść dalej, a co odpuścić. W przeszłość warto spoglądać też po to, by umieć doceniać, bo przecież najlepiej zdajemy sobie sprawę z tego, co jest ważne, gdy doznamy jakiejś utraty, rozczarowania, gdy coś przeminie.

Podsumowując mijający rok, zapytaj się siebie, czego o sobie możesz się z tego czasu nauczyć, jakie lekcje dostałeś od życia tym razem? I co, w związku z tym, chcesz zrobić w nadchodzącym roku?
Co zmienić, co zatrzymać i pielęgnować, a co zaakceptować? Życie nie zaczyna się zupełnie na nowa wraz z nowym rokiem, dlatego lepiej budować swoje cele na ten rok, na fundamentach tego, co wyniosło się z minionego czasu. Zawsze jest w nim mnóstwo wskazówek i nauki dla nas wszystkich, musimy tylko chcieć je dostrzec.
Warto nie ulegać pokusie, by zacząć „wszystko od nowa”, bo powodzenie takiego planu jest mało prawdopodobne, za to frustracja gotowa. Zacznij od tego, co masz, poszukaj ważnych odpowiedzi w mijającym dziś roku…

Życzę Wam mądrości płynącej także z przeszłości, dużo nadziei na przyszłość i umiejętności czerpania radości z tu i teraz 🙂

Oswajając śmierć, oswajamy życie

wpis

Śmierć nadal jest tematem tabu, czymś, przed czym pragniemy uciec, choć paradoksalnie jest to jedna z tych rzeczy, przed którą ucieczki nie ma. W wielu rodzinach poświęca się mnóstwo energii, by udawać, że śmierci nie ma, że nie stało się nic tak istotnego, albo robi się wszystko, by o niej nie wspominać, a przecież to jeden z najważniejszych momentów naszego życia- zarówno pożegnanie kogoś bliskiego, jak i zmierzenie się w tym momencie z własną śmiertelnością. O śmierci nie chce się mówić, ani myśleć nawet w tych miejscach, gdzie jest ona częstym zjawiskiem- w szpitalach, czy hospicjach. Nadal przeważa przekonanie o tym, że wszystkim lepiej robi nie mówienie o niej, wiele osób posiada też magiczne myślenie na ten temat- jeśli nie mówię, to śmierci nie ma, jeśli zacznę mówić, to ją „przyciągnę“. Tak, jakby można było w ogóle zmienić fakt,  że śmierć jest nieodzowną częścią naszego życia.

Tymczasem, mówienie i myślenie o śmierci, o naszej śmiertelności, o tych, którzy odeszli, może wzbogacić nasze życie. Uciekając przed śmiercią często uciekamy przed życiem. Konfrontując się z własną śmiertelnością, mamy szansę na to, by bardziej świadomie wpływać właśnie na nasze życie. Jest takie mądre powiedzenie o tym, że człowiek rodzi się dwa razy- raz, gdy faktycznie przychodzi na ten świat, a drugi wówczas, gdy orientuje się, że życie ma tylko jedno…Ma szansę wówczas naprawdę obudzić się do życia.

Myślę, że istnieje kilka ważnych aspektów związanych ze śmiercią. Pierwszy z nich dotyczy przeżywania żałoby. Dziś, w kulcie wiecznej młodości, dążeniu do wyeliminowania starzenia się, nieakceptacji istnienia chorób, bardzo trudno jest przeżywać żałobę. Nierzadko dzieję się tak, że nie pozwala na to otoczenie- oczekuje się szybkiego „pozbierania się“, nie roztrząsania tego, co się stało. Śmierć w wyniku choroby uznaje się za „przegraną walkę“, co utrudnia spojrzenie na tego, który odszedł, z innej perspektywy. Rodziny próbują „chronić“ dzieci przed doświadczaniem śmierci- uczestniczeniem w pogrzebach, czy odwiedzaniem umierającego bliskiego. To oczywiście strach dorosłych, który zaszczepiają swoim dzieciom. Tymczasem, dobrze przeżyta żałoba, to szansa na dalsze życie. To etap, w którym, pożegnanie się z kimś, z kim było się związanym, ale też wiązało się różne nadzieje i plany, jest naturalnie połączony z przeżywaniem różnych emocji, rozmyślaniem o tym i rozmową. Zatrzymując to, zatrzymujemy możliwość domknięcia jakiegoś etapu, uporania się ze stratą i wplecenia jej w dalsze życie. Jeśli nie rozmawiamy o odchodzeniu, unikamy konfrontacji z tym, że nasz bliski umiera, nie mamy szansy na wypowiedzenie, a czasem na usłyszenie tego, co najważniejsze. Pozostajemy często z wyrzutami sumienia, z niepewnością, z gdybaniem o tym, że mogło być inaczej. Stawiamy też mur między nami a osobą, która odchodzi- niepisaną zasadę, że nie rozmawiamy o tym, co przecież i tak pojawia się w głowie, i tak zaprząta myśli umierającego…Nie bójmy się rozmawiać o lęku, o odchodzeniu, to nie może obciążyć nikogo bardziej, niż pozostanie z tymi myślami w samotności.

Jak możemy patrzeć na śmierć, by ją oswoić, aby wzbogacała nasze życie i pomagała w uporaniu się ze stratą?

Przede wszystkim, warto skonfrontować się z tym, że kiedyś umrę, bo oznacza to, że raz jeszcze muszę zastanowić się nad tym, jak żyję. Skoro mój czas jest jednak ograniczony (i w dodatku nie wiadomo jak bardzo), to jak miałby wyglądać, żeby śmierć mnie tak bardzo nie przerażała? Gdyby ktoś powiedział Ci, że zostało Ci niewiele czasu, to na czym zależałoby Ci najbardziej? I dlaczego tego jeszcze nie zrobiłeś, skoro tak bardzo jest to cenne? A gdyby ktoś powiedział Ci, że będziesz przeżywał swoje życie raz jeszcze, takie samo, jak to do tej pory, to jaka by była Twoja reakcja? Jeśli wywołało by to niechęć, czy przerażenie, to jak chciałbyś żyć, żeby na przysłowiowym „łożu śmierci“ mieć poczucie, że Twoje życie było wartościowe? I dlaczego nie zająć się tym właśnie teraz? I wreszcie, zadaj sobie pytanie, co chciałbyś zrobić, zanim umrzesz i dlaczego jeszcze tym się nie zająłeś? Co tak naprawdę, przeraża Cię w śmiertelności Twojej lub Twoich bliskich? Czego się rzeczywiście boisz? Z lękiem przed śmiercią możemy radzić sobie podobnie, jak z innymi lękami- konfrontować się zamiast uciekać i tkwić w tym samym.

Kierowanie się tymi pytaniami pomoże Ci w wypełnieniu życia, tym, co dla Ciebie faktycznie ważne. Pomoże Ci mniej żałować, pomoże w tym, żeby bardziej polubić i docenić swoje życie. Pamiętaj, chyba jeszcze nikt, odchodząc z tego świata, nie żałował tego, że nie pracował więcej, czy tego, że nie miał większego domu. Chyba nikt nie żałował, że rozmawiał z innymi, ale często pojawia się żal, że tych rozmów było za mało, że nie były szczere.

To, co czyni nasze życie wartościowym to relacje z innymi i nadanie sensu swojemu istnieniu.

Przeżywanie żałoby po stracie kogoś bliskiego również może przyczynić się do poprawy swojego własnego życia, czasem nadania mu innego kierunku lub znaczenia. W jaki sposób miało by się tak dziać? Podstawowym pytaniem jest, co zrobisz z tym, co pozostawiła po sobie ważna dla Ciebie osoba, jakie zajmie to miejsce w Twoim życiu? To często także pytanie o to, co zrobisz ze swoją niezgodą, czy złością, która być może pojawiła się po stracie? Co sensownego możesz zrobić w wyniku tej straty? Co naprawdę mogłoby mieć znaczenie? Może zamiast angażować się w spory sądowe (co w wielu przypadkach, tak naprawdę nie ma sensu) lepsze byłoby działanie, które realnie może przynieść poprawę? Szczera rozmowa z lekarzem, który nie potrafił zakomunikować tego, co było ważne dla rodziny i pacjenta, może skłonić go do refleksji, czego zapewne nie uczynią piętrzące się pretensje i groźby. Może dzięki temu inna rodzina nie doświadczy tego, co Ty? Zaangażowanie się w pomoc osobom, które są w podobnej sytuacji do tej, w której Ty się znalazłeś, np. gdy Twój bliski chorował, może przynieść istotne zmiany, czego nie zrobi ciągłe zadręczanie się tym, „co by było,gdybym…“. W końcu , pielęgnowanie tego, co dana osoba pozostawiła najlepszego- czasem to jakieś większe dobro, czasem coś, co pozostawiła tylko w nas. To często motywuje do dalszego życia, do działania w obietnicy, że się nie zmarnuje tego, co cennego się otrzymało.

Decyzja o tym, że nie chcemy zmarnować swojego życia, że chcemy je przeżyć bardziej świadomie i sensownie, to jedna z najlepszych, jaką możemy podjąć.

Życie składa się z tych zwykłych, pojedynczych dni

1 (1)

To, jak spędzamy dzień za dniem, decyduje o tym, jak spędzamy całe życie.

Dlatego tak ważne są nasze nawyki, to wszystko, co uważamy często za nieistotne, małe, zwyczajne.

Jakie są Twoje codziennie powtarzane nawyki, rytuały? Jak rozpoczynasz każdy dzień? Jak nastawiasz się do tego, co Cię otacza? Jakie masz zwyczaje reagowania na napotkane trudności? Jak zazwyczaj reagujesz na innych i na siebie samego?

Czy masz w nawyku nie mieć czasu na relaks, na wyciszenie?
A może w nawyk weszło Ci odkładanie dbania o relacje na rzecz pracy?
A jeśli w nawyku masz straszenie siebie i przygnębianie od rana, to czy nie to nadaje rytm kolejnym godzinom, a potem dniom i latom?

Często te złe nawyki wydają się być łatwiejsze, a niektóre z nich przynoszą jakieś szybkie korzyści. Właśnie dlatego tak wiele osób zauważając destrukcyjną naturę swoich przyzwyczajeń, mimo wszystko ma opór by je zmieniać. Mówią, że to przecież trudne, że są już przyzwyczajeni, że może da się jakoś inaczej…Tak, zmiana wymaga wysiłku, ale czy nie trudniejsze jest w efekcie życie z czymś, co nam nie służy, niż praca nad nowymi zachowaniami?

Warto uświadomić sobie, że korzyści z niektórych dobrych nawyków są nieco odroczone w czasie, ale mają ogromny wpływ na jakość życia, łatwej będzie je utrzymać, jeśli będziemy pamiętać o gratyfikacji, która czeka. Istnieje tez całe mnóstwo tych dobrych nawyków, które robią ogromną różnicę każdego dnia i tworzą jakość życia już dziś, teraz.

Co warto zmienić? Jakie nawyki wyrobić w sobie, by żyło się lepiej?

-Przyzwyczajenie do tego, by codziennie umieć doceniać, umieć wzbudzić w sobie wdzięczność.

-Nawyk, by choć chwilę każdego dnia być na tu i teraz.

-Wyrobienie nawyku do nadawania sensu i celu różnym działaniom.

-Przezwyciężanie odkładania na później i zbyt częstego „nie chce mi się“.

-Zadbanie o wyrobienie w sobie nawyku lepszego traktowania siebie, swojego ciała, ale też innych, z którymi dzielisz swój czas.

Te drobne, ale jednak wielkie zmiany całkowicie mogą zmienić to, jak żyjesz i jak wiele satysfakcji masz ze swojego życia.

Spójrz teraz na swoje codzienne nawyki, zrozum, że to one tworzą znaczącą treść Twojego życia. Zastanów się, czy chcesz aby właśnie to one zadecydowały o tym, jak to życie wygląda? Czy ciągną Cię w dół i hamują czy pozwalają Ci się rozwijać?

Nie potrzebujesz zmieniać wszystkiego, czasem wystarczy zmienić swoje przyzwyczajenia.

Zainwestuj swoją energię w to, co masz najlepsze

2

Każdy z nas ma jakieś wady, każdy ma czasem poczucie, że czegoś mu brakuje.

Zmienianie w sobie tego, co utrudnia satysfakcjonujące funkcjonowanie jest ważne, ale nie zapominajmy też o wzmacnianiu tego, co w nas dobre.
Nie składamy się przecież z samych części do poprawki, więc czemu skupiać się tylko na tym?

Zainwestuj swoją energię w podtrzymywanie tego, co masz dobre, tego, co w Tobie jest cenne. Pielęgnuj swoje zasoby, pozwól swoim zaletom grać pierwsze skrzypce, zamiast trzymać na piedestale wszystko to, co uważasz za „nie takie“.

Nigdy nie staniesz się kimś bez wad czy słabości, ale tak naprawdę wcale nie musisz!

Czasem wystarczy, że każdego dnia podzielisz się ze światem tym, co już masz w sobie najlepsze.

Samopoświęcać się nie znaczy być blisko

4

Niedawno usłyszałam w swoim gabinecie słowa młodej, wartościowej kobiety, która nie czuła się „dobrym człowiekiem“, bo nie jest kimś, kto by się samopoświęcał dla innych. Ktoś z jej bliskich, sprawił, że wydaje jej się, że samopoświęcanie się jest ogromną wartością.

Nie jest ona odosobnionym „przypadkiem“. W swoim gabinecie spotykam wiele osób, które podobnym myśleniem wpędzają się w poczucie winy, bo przecież ktoś, kiedyś „samopoświęcił się“ dla nich. Takie osoby słyszą, żealbo samopoświęcą się teraz swojemu „samopoświęcaczowi“, albo są egoistami.
Podczas gdy samopoświęcanie się to tłumienie własnych pragnień, to najpierw udawanie, że nie jest się ważnym, że nie istnieją własne potrzeby, a po latach oczekiwanie czegoś w zamian. Najczęściej czegoś najcenniejszego- oddania siebie i zrezygnowania z własnej drogi…

Niestety, najczęściej rzecz tyczy się matek. To głównie kobiety, przez wiele pokoleń, żyły w przekonaniu o wyższości samopoświęcania się nad innymi formami bycia. Zapomniały, albo nigdy nie zauważyły, że do bycia dobrą matką, dobrą żoną, córką, czy dobrym człowiekiem, samopoświęcanie się nie jest w ogóle potrzebne. Nikomu, tym bardziej dzieciom, wobec których takie matki dokonują samopoświęcenia i ,wobec których takie samopoświecenie staje się ogromnym ciężarem, sposobem wywoływania poczucia winy, sposobem na kontrolę.

„Matka bezgranicznie poświęcająca się dla dziecka co prawda oferuje mu doskonałe bezpieczeństwo, ale tym samym czyni je bezradnym na realne zagrożenia dorosłego życia, z którym dziecko musi radzić sobie samo. By to jednak było możliwe, matka musi – po pierwsze – zrezygnować z chęci kontrolowania dziecka, wyrażającej się zapewnianiem stuprocentowej opieki i udzielaniem pomocy także w sytuacjach, gdy dziecko o pomoc nie prosi i jej z perspektywy rozwojowej nie potrzebuje. Po drugie, matka musi przyjąć do wiadomości, że dziecko nie będzie miało dokładnie takiego życia, jakie w jej przekonaniu byłoby dla niego najlepsze – jako odrębna, niezależna istota dziecko może dokonywać innych wyborów i narażać się na niebezpieczeństwa, których mogłoby uniknąć. Jednym słowem, matka musi uznać, że dziecko jest kimś innym, niż ona.
Matki, które tak silnie przywiązują do siebie dzieci i nie pozwalają im odejść, popełniają czasem błąd – czerpią satysfakcję nie z tego, „że“ dziecko się realizuje, ale „jak“ się realizuje. Mniej cenią to, że dziecko dokonuje wyboru, a bardzo dużą wagę przywiązują do tego, czy same wybrałyby tak samo…“
Michał Czernuszczyk „Rzecz o naszych matkach“

Otwórz się na to, co jest

3

Gdy otwierasz się na to, co jest, może okazać się, że nie musisz już szukać tak bardzo tego, czego pragniesz.

Najczęściej szukamy spełnienia, radości, spokoju, szczęścia, miłości zapominając o tym, że to wszystko wyrasta z umiejętności bycia tu i teraz, dostrzegania tego, co jest, umiejętności bycia wdzięcznym.

Ci, którzy są skupieni tylko na poszukiwaniu w przyszłości, tylko na dążeniu do czegoś w oddali, gubią to wszystko, co już mają, nawet o tym nie wiedząc.

Odpuść dziś gonienie za tym „wszystkim“, przestań skupiać się tylko na tym, co mogłoby być, nie skupiaj się tylko na pragnieniach i wizjach z przyszłości. Otwórz się dziś na to, co jest, na to co Ci się dziś przydarza, na to co jest dookoła Ciebie. Nie oceniaj, czy jest to idealne, czy jest takie jakie „powinno“ być, po prostu dzisiaj bądź i doświadczaj życia takim, jakie jest.

„Kiedy ktoś szuka – rzekł Siddhartha – wówczas łatwo może się zdarzyć, że oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym, być otwartym, nie mieć żadnego celu. Ty, o czcigodny, jesteś może w istocie poszukiwaczem, bo goniąc za celem, nie dostrzegasz pewnych rzeczy, które masz przed oczyma.“
„Siddhartha” Hermann Hesse