Co się stanie, jeśli przestaniesz działać „jak zawsze”?

koty 2

Nawiązując do ostatniego wpisu o pragnieniu miłości, akceptacji i zabieganiu o nie, dziś kolejna odsłona tematu. Tym razem, zachęcam Cię do przyjrzenia się swoim niekorzystnym schematom, które, być może, powielasz w swoich związkach. Zapraszam do zastanowienia się, czy nie odgrywasz roli, która utrzymuje Cię w czymś, co rani. Czy zmiana zachowania może uwolnić od raniącej relacji? A może będziesz mógł ją uzdrowić przez wyjście ze swojej starej roli?

Ilu z nas narzekało, że ciągle coś nie udaje się w związkach, że coś nam nie pasuje, coś niszczy, a nadal nie potrafimy z tego wyjść? Ilu z nas, miało poczucie, że wręcz uzależniło się od huśtawki emocji, krytykującego partnera, czy odwrotnie- od bycia z partnerem zależnym od nas (tak, to bywa równie męczące i destrukcyjne)? Rozum często podpowiadał, że coś jest nie tak, że nie warto tak żyć, że coś nas rani, a jednak jakaś dziwna siła sprawiała, że znowu działo się to samo, tak samo. Potem ten sam żal, smutek, poczucie winy, krzywdy, lub ta sama złość, zniechęcenie. Ta dziwna siła, to nic innego jak emocje, nasze uczucia, które wówczas wydają się zupełnie nie współpracować z rozumem.

O co chodzi?

Otóż, działa na Ciebie coś „starego“, Twoja przeszłość. W każdej rodzinnej relacji, gdzie funkcjonowałeś jako dziecko, szczególnie jeśli czułeś się nie do końca akceptowany, kochany, zaopiekowany, wytwarza się pewien sposób działania. Miał on przynieść upragnioną zmianę, by ukoić twój emocjonalny ból, ale stał się też sposobem na bycie w ważnych dla Ciebie relacjach. Poza tym, w rodzinach dysfunkcyjnych (Nie mylić z patologią- rodzina dysfunkcyjna absolutnie nie musi być patologiczna. Dysfunkcje bywają bardzo subtelne, ale silnie działają na dziecko), to normalne, że nikt nie może być sobą. Cała rodzina podporządkowana jest pewnemu schematowi, każdy ma jakąś przypisaną mu rolę, na potrzeby całej tej machiny wprawionej w ruch już dawno temu. Rola charakteryzuje się tym, że odgrywając ją musisz jakiś być. Rola narzucała nawet to, co można było Ci czuć, a czego nie, a tym bardziej jak mogłeś się zachowywać, by cały ten układ był na nowo odtwarzany, a jak nie. Mogłeś więc, mieć rolę ratownika i ratować jednego ze swoich rodziców, od alkoholu, z depresji, czy czegokolwiek innego w głębokiej nadziei, że coś się zmieni. Mogłeś tłumić swoje emocje i starać się nie być sobą, by zyskać ich miłość, bo wymagano od Ciebie, byś był cicho, nigdy nie płakał, a już na pewno nigdy się nie złościł. Cierpiałeś, ale przecież nie na darmo…Tak przynajmniej miało to wyglądać, w to wierzyłeś. Nauczyłeś się znikać. Być może starałeś się być najlepszy, wręcz idealny w swoich osiągnięciach, bo to miało przynieść upragnioną miłość, dumę z Ciebie i tego, jaki jesteś. Miało naprawić relacje. A może byłeś przekonany, że jesteś odpowiedzialny za samopoczucie swoich bliskich, musisz je kontrolować i tylko w ten sposób możecie wszyscy osiągnąć rodzinne szczęście. Tylko ty mogłeś zadbać o ich dobry nastrój…A może stałeś się kozłem ofiarnym i dzięki temu, że sprawiałeś problemy, twoja rodzina nie musiała się mierzyć z innymi, fundamentalnymi trudnościami? Nieświadomie wziąłeś na siebie całe „zło“ występujące w twojej rodzinie, negatywne emocje swoich bliskich i w ten sposób miałeś ich ocalić?

Tak naprawdę, te wszystkie przekonania mówią o jednym- co muszę robić, jaki być, by stać się kimś wartościowym i sprawić, że wreszcie mnie zaakceptujesz i pokochasz. To Twoje pragnienie, które powstało do, któregoś z rodziców, albo obojga. To Twoje przekonanie o tym, że gdy będziesz taki, a nie inny, to oni się w końcu zmienią i czekają was chwile pełne miłości i zadowolenia z Ciebie. To także przyzwyczajenie do ciągłych konfliktów, do złości, huśtawki nastroju, wycofywania się, niepewności, które chociaż raniły, były czymś znanym i teraz, tak naprawdę, czujesz się nieswojo, gdy tego nie ma. Podświadomie dążysz więc do wytworzenia sytuacji podobnej, do tej z domu rodzinnego, by choć na chwilę poczuć się bezpiecznie (bo w czymś znanym)i upuścić nieco napięcia związanego z czekaniem na kolejną falę złości, krytyki, odrzucenia, czy czegokolwiek innego…

To samo możesz robić dziś. Teraz, po latach przychodzi moment, w którym zaczynasz czuć ciężar tego sposobu myślenia i zachowania. Zaczynasz mieć czegoś dosyć, ale nie umiesz z tego zrezygnować, choć nie wiesz dlaczego. Coś przeszkadza, ale nie wiesz dlaczego to się dzieje, dlaczego w ogóle pozwalasz na krzywdzenie Ciebie, albo dlaczego nie potrafisz wyrażać swoich uczuć, czy być spontanicznym i nie kontrolować innych. Dlaczego krzywdzisz sam siebie? Dlaczego znowu zaczynasz kłótnię, psujesz spokojną atmosferę? Dlaczego uciekasz, gdy ktoś, tak zwyczajnie, okazuje Ci miłość? Dlaczego inni stają się ciężarem dla Ciebie, albo Twoje poczucie wartości zaczyna jeszcze bardziej szybować w dół…Przecież tak się starałeś!

Zakończenie działania według starego, destrukcyjnego schematu jest kuszące, w końcu pragniemy, by coś się zmieniło, by było lepiej, by być bardziej szczęśliwym. Ale z drugiej strony, wymaga to wysiłku i…odwagi! Dlaczego? Ponieważ wymaga konfrontacji z samym sobą, z tym kim naprawdę jesteśmy i co innego mielibyśmy do zaoferowania w związku. Jeśli porzuciłbyś rolę ratownika, księcia na białym koniu, to kim będziesz? Kim będziesz bez tej pozy? Jeśli przestaniesz być błaznem, to czy coś innego pozostanie i co to takiego? Jak zniesiesz niezadowolenie bliskich? Czy oddasz im odpowiedzialność za ich emocje? Jeśli przestaniesz być ciągłą ofiarą, to kim się staniesz? Co będziesz musiał nowego robić? Jaką odpowiedzialność wziąć na siebie, za swoje życie? Widzisz, to trudne nie tyko dlatego, że trzeba odkrywać siebie i życie trochę jakby na nowo, ale również dlatego, że to co robiłeś do tej pory utrzymywało Cię w przekonaniu, że właśnie to dodaje Ci wartości albo obiecuje, że staniesz się wartościowy. Obiecywało, że tak należy robić, by było dobrze…

Uwierzyłeś, że jesteś od ratowania, więc to czyniło Cię jakoś ważnym i potrzebnym, a wizja, że w końcu uratujesz była jak wielka nagroda, która czeka gdzieś dalej. Uwierzyłeś, że bycie ofiarą robi z Ciebie lepszego, dobrego człowieka i to stało się Twoją wartością. Przecież rezygnowałeś z siebie, nigdy nie złościłeś się (choć uwierz- tylko tak Ci się wydaje!), poświęcałeś się tak bardzo i niczego w zamian nie chciałeś (akurat!). Wierzyłeś w to, że totalne dominowanie nad innymi, kontrola dają Ci bezpieczną przewagę nad nieprzewidywalnością, także w związkach, że tylko w takim układzie jesteś bezpieczny, czy wartościowy. Stworzyłeś przekonanie, że jesteś w stanie kontrolować świat tak, by Cię nie zranił, czy tak, by czuć się wartościowym…Tkwisz w „toksycznym“ związku, bo głęboko nadal wierzysz, że jesteś w stanie coś zmienić, że jeśli znowu odegrasz tę samą rolę, zostaniesz nareszcie pokochany i zaakceptowany. Odgrywasz ten sam schemat z przeszłości. Tylko, że nie zauważasz prostej sprawy- że koniec też jest taki sam-tak, jak nie zmieniłeś rodziców i ich zachowania wobec Ciebie, tak samo nie zmieniasz teraz kogoś innego. Zmienić możesz tylko siebie, swoje myślenie, swoje zachowanie.

A teraz masz to porzucić? To co Ci zostanie?

Zobacz, jak bardzo próbowałeś na tym zbudować swoją wartość. Jak bardzo uwierzyłeś, że taka postawa zostanie wynagrodzona i tylko taka wersja Ciebie jest OK. Możesz mieć poczucie, że zostaniesz z niczym, że staniesz się nagle kimś gorszym, ale to nieprawda. Na początku możesz się nawet tego przestraszyć, ale gdy przezwyciężysz ten pierwszy strach i przywiązanie do tego, co choć bolesne, to dobrze znane, masz szansę odkryć w sobie coś bardziej cennego. Masz szansę zobaczyć i poczuć (!), że bez tych starych zachowań jesteś kimś wartym kochania- ot tak, po prostu oraz, że relacja może działać zupełnie na innych zasadach. Zobaczysz swoje mocne i słabe strony, ale nie obawiaj się- to właśnie jest potrzebne , by móc w pełni poczuć się sobą i zaakceptować siebie, także z wadami- to daje siłę. To iluzja o perfekcyjności osłabia, wysysa radość i energię.. Przekonasz się, że bez powtarzania tych starych mechanizmów możesz paradoksalnie poczuć się bardziej wartościowy, niż kiedykolwiek. Wiesz dlaczego? Ponieważ sam przestaniesz warunkować swoje poczucie wartości. Okaże się, że poczucie wartości jest czymś stałym, czymś, co masz w sobie, a nie czymś, co możesz osiągnąć będąc w jakiejś specyficznej roli z przeszłości. Przecież już wiesz, że to nie zadziałało, po co więc to znowu powtarzać?

A więc, co się stanie jeśli przestaniesz działać „jak zawsze” ? Twój związek ze sobą, ale też z innymi może być lepszy i bardziej satysfakcjonujący, jeśli wyrwiesz się z myślenia, które towarzyszyło Ci w Twojej rodzinie pochodzenia. Nie rozpadniesz się, ani Ty, ani Twoi bliscy. Świat nadal będzie istniał, tylko Ty spojrzysz na niego wreszcie nieco inaczej- może zauważysz w końcu inne możliwości? To inny czas, inni ludzie- przeżyją i dadzą radę bez Twojego bycia w roli z przeszłości.  A Ty nareszcie możesz być sobą, bo już nie jesteś bezbronny, jak kiedyś i nie musisz brać udziału w grze z przeszłości, w roli, która przysparza Ci cierpienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.