przechwytywanie6Przechwytywanie

Jak skutecznie podkopać swoje poczucie wartości

Trochę przewrotnie ale mam nadzieję, że w punkt

Jak skutecznie podkopać swoje poczucie wartości?

– Porównuj się z innymi jak najczęściej, najlepiej codziennie i oczywiście głównie na swoją niekorzyść

– Wierz we wszystko, co widzisz w mediach społecznościowych. Uwierz, że tylko Twoje życie nie wygląda tak fajnie

– Gdy zdarzy się coś dobrego tłumacz sobie, że tak „się udało“ albo tak „jakoś wyszło“, przecież to nie może być Twoja zasługa

– Gdy z kolei coś się nie uda, koniecznie przypisz tę zasługę tylko i wyłącznie sobie!

– Stosuj zasadę „wszystko albo nic“- w ten sposób rzadko kiedy będziesz z siebie zadowolony i trudno będzie Ci osiągać cele, co tylko potwierdzi jak jesteś beznadziejny

– Bądź perfekcjonistą! Zawsze. W każdej dziedzinie życia- to zagwarantuje Ci nieustanną frustrację i niezbyt dobre mniemanie o sobie samym

– Powtarzaj sobie, że jeśli nie masz pasji, fantastycznego hobby czy Twoja praca nie jest spełnieniem Twoich marzeń, to znaczy, że jesteś dziwny i gorszy

– Nigdy nie ufaj i nie wierz sobie i swoim uczuciom- inni wiedzą i czują lepiej!

– Kieruj się opinią innych ludzi, także na swój temat, na pewno zawsze mają rację!

– Powtarzaj sobie, że gdybyś był lepszy, fajniejszy etc., to Twoje życie też byłoby lepsze. Na pewno w tym tkwi problem!

– Powtarzaj, że nie da się Ciebie lubić ani kochać – uwierz, że to nie są tylko Twoje myśli ale na pewno myślą tak wszyscy

– W ogóle dużo uogólniaj, także na swój temat- używaj jak najwięcej „zawsze“, „nigdy“, „na pewno“

– Zawsze, ale to zawsze podsumuj swoje działanie słowami „mogłem zrobić to lepiej“ ewentualnie „wszyscy robią to lepiej“

– Często się strasz. Strasz się tym, że Ci nie wyjdzie, że jesteś za głupi, za słaby, za jakiś tam. Im częściej, tym bardziej w to uwierzysz!

– Wycofuj się z ważnych dla Ciebie aktywności ze strachu, że Ci się nie uda. Potem katuj się tym, że czegoś nie masz właśnie dlatego, że się wycofałeś, nie odważyłeś itd.

– Dla podtrzymania efektu- codziennie sypnij sobie garść ostrej krytyki i różnych epitetów pod swoim adresem. To ma moc!

A teraz zupełnie serio- jeśli w tym opisie odnajdujesz siebie, to wiedz jedno- jest dla Ciebie nadzieja!

Musisz tylko uwierzyć, albo chociaż dopuścić taką myśl, że przy drobnej pomocy jesteś w stanie wyjść z tego błędnego koła i wzmocnić swoje poczucie wartości.

Podjęcie psychoterapii grozi nawet tym, że się polubisz a może nawet pokochasz

Jak naprawdę BYĆ i naprawdę cos cennego MIEĆ

Dziś zależy nam częściej na tym by mieć, niż być. Posiadanie wydaje się być celem samym w sobie. A jeśli już być, to być najlepszym, być pierwszym.

Być i mieć jak najszybciej i jak najwięcej. Spieszymy się, by zrobić tak dużo, jak się tylko da, chcemy przyspieszać to, co z natury trwa dłużej. Chcemy krócej czuć się smutni, jak najszybciej przeżyć żałobę po utracie, chcemy szybko schudnąć, szybko zarobić, by potem szybko kupić i szybko pokazać to innym. Chcemy szybko wspinać się po szczeblach kariery, by jak najszybciej poczuć się kimś ważnym. Pchamy w to nie tylko siebie, ale też swoje dzieci- mają jak najszybciej osiągać szczyty- jak najwcześniej pięknie grać na skrzypcach czy pianinie, zbierać jak najlepsze oceny w szkole ale też mają być szybko dojrzałe emocjonalnie, mają szybko umieć panować nad swoimi emocjami, w ogóle mają szybko nauczyć się wszystkiego, co będzie świadczyło o ich, i rzecz jasna rodziców, wyjątkowości i wspaniałości. Popychamy w tym kierunku naszych najbliższych. Slow life jest rozumiany raczej jako wspólny posiłek w niedzielę, w knajpie, czy zrobiony z super food. Do tego kilka dobrze zaaranżowanych fotek do wrzucenia na insta i możemy się chwalić, że żyjemy slow na przekór temu szalonemu pędowi i lepiej, niż Kowalski czy Iksiński.

Nie wiem kiedy część z nas uwierzyła, że tak właśnie wygląda sukces i tak osiąga się prawdziwą satysfakcję w życiu…Czy ktoś zastanawia się, co się wtedy traci? Co traci się goniąc za tym mieć i tak rozumianym być? Co tracą dzieci? Bezpowrotnie. Co tracimy my? Bezpowrotnie. Ten czas już nigdy nie wróci. Już nigdy ani my, ani dzieci, ani nasz partner,czy partnerka nie będą mieć okazji być w nim inaczej, by BYĆ.

Co więc traci się gdy się tak goni zamiast być? Traci się możliwość poznania naszych dzieci, naszych partnerów- jacy są naprawdę, czego potrzebują, jak im i nam właściwie jest? Traci się możliwość tworzenia głębszych więzi – gdy się pędzi i nie słucha, nie ma miejsca na pielęgnowanie głębokich, trwałych relacji. Krępujemy swoje ciała i umysły by czuć inaczej, niż czujemy. Dzieci tracą możliwość wykształcenia empatii, samoakceptacji, zaufania do siebie i swoich uczuć. Co z tego, że będą mówić w 5 językach i grać na 3 instrumentach, skoro w kontakcie ze sobą mogą czuć pustkę albo ogarniające poczucie osamotnienia i lęku? My i najbliżsi tracimy możliwość bycia sobą i czerpania radości z tego, bo ciągle coś trzeba, trzeba lepiej i szybciej, bo jeśli bycie sobą nie oznacza osiągania sukcesów, to przecież niedobrze i takim być nie wypada…

Być znaczy stać się uważnym. Uważnym na świat, na najbliższych, uważnym na dzieci i na siebie samego. Być uważnym znaczy widzieć i słyszeć. Widzieć i słyszeć czego naprawdę potrzebują nasze dzieci, nasi najbliżsi, my…Widzieć i słyszeć co się w tym naszym wspólnym świecie dzieje zamiast słyszeć tylko to, co potrzebne by szybciej dążyć do tego jak w nim być powinno. Być znaczy pozwolić i sobie, i innym na doświadczanie różnych emocji.

Pozwolić sobie i innym nie chcieć czegoś, nie umieć, nie być najlepszym i czuć się z tym OK. Pozwolić by pewne rzeczy trwały tyle, ile trwać potrzebują. Nie poganiać wszystkiego i wszystkich.

Być uważnym i żyć uważnie to akceptować, że coś jest jakie jest. To nie znaczy rezygnować, akceptować by móc trochę wyluzować i potem pójść dalej. Być to doświadczać siebie, swojego partnera, swoich dzieci i w ogóle życia takimi, jakie są bez konieczności pospiesznego wprowadzania zmian. Być oznacza też prostą obecność (choć dla wielu chyba nie tak prostą, skoro od niej notorycznie uciekają)- to codzienna wspólna kolacja, by móc porozmawiać, by móc słuchać (niekoniecznie super food ) To zabawa z dzieckiem, bez ciągłego pospieszania, to wspólny spacer bez kontrolowania co się dzieje na fb czy innym portalu. To bycie całym sobą tu i teraz, bez zbędnego oceniania siebie i innych, bez presji ciągłej pracy, bez presji zmiany tego czasu, który właśnie jest.

Pozwól sobie być w tym nieidealnym świecie z nieidealnymi ludźmi, nieidealnym sobą. Inaczej nie będzie, naprawdę! A gdy się w ten sposób JEST częściej, wtedy naprawdę MA się więcej.

Dlaczego czasem warto się poddać i jakie ma to znaczenie dla zdrowia psychicznego

Poddanie się, dopuszczenie do siebie rozczarowania, uczucia przegranej to coś,co większość współczesnych ludzi napawa lękiem. Przeraża wizja braku sukcesu, pozostania w tyle, wypadnięcia z szalonego pędu, w którym gna i ściga się dzisiejsze społeczeństwo.
Smutek? Po co go czuć?Jest dla słabeuszy tak samo jak łzy. Rozczarowanie? Nie, nic mnie nie rozczarowuje zbyt głęboko, przecież jestem człowiekiem sukcesu i wszystko od razu zamieniam w coś lepszego. Zależność? Niczego i nikogo nie potrzebuję. Odpoczynek? Naodpoczywam się później, kiedyś,za ileś lat, a teraz trzeba działać i dążyć. Mogę mieć wszystko- jeśli tylko wystarczająco się postaram.
To tylko niektóre  przekonania królujące w głowach wielu ludzi, które stały się tymi na topie i, do realizacji których nawołuje wielu mówców przestrzeni społecznej. Tylko skąd ten wzrost zachorowań na depresję? Skąd tyle chorób psychosomatycznych, skąd takie zapotrzebowanie na receptę na szczęście? W świecie, w którym powodem do dumy jest bycie niezłomnym, zaprzeczanie swym uczuciom, eksploatowanie do granic możliwości, chyba nie powinno to dziwić…Skoro należy być zawsze twardym, szczęśliwym i pełnym energii, to znaczy, że trzeba zwrócić się przeciwko swoim uczuciom i swojemu ciału. Stawiamy potrzebę satysfakcji swojego  ego ponad wszystko inne. Obecne społeczeństwo wydaje się robić to  coraz  częściej i wynagradza aprobatą taką  postawę dążenia  do posiadania, do przeciwstawiania  się swemu ciału  i naturalnym potrzebom..Świeżo upieczona matka wraca do pracy po kilku tygodniach a nawet jednym tygodniu, negując naturalne potrzeby swojego ciala i swojego dziecka. Albo sama decyduje sie na podązanie za swoim ego
(duma i satysfakcja z tego, że jest tak silna i odporna), albo zostaje
 przymuszona, ponieważ tego się od niej oczekuje. Ktoś, gdzieś zapracowuje się pomimo złego samopoczucia, odrzucając sygnały płynące z ciała na rzecz realizacji swojej iluzji.Gdzieś indziej ktoś zaprzecza bolesnej utracie i zmusza się do udawania, że utrata nie poruszyła go tak bardzo, nakazuje całemu sobie kontynuację walki z tym, co czuje i stwarza ogromne napięcia w ciele by utrzymać te pozory. Wszystkie te zachowania są niestety mile widziane i podziwiane. Ludzie zwykli to nazywać realizacją siebie tylko dlaczego „sobą” nazywają tylko to, co płynie z potrzeb uzyskania satysfakcji ego?
 Gdy taki stan twa wystarczająco długo, wtedy przychodzi załamanie, którego jednak dalej nie akceptujemy i uruchamiamy  błędne koło na nowo- udajemy,że nic się nie stało, zbieramy się w sobie, by wykrzesać nowe siły na zaprzeczanie smutkowi, rozżaleniu, stłumienie gniewu, na pogoń za sukcesem i szczęściem – za lek na załamanie uważamy tak naprawdę to, co nas do niego doprowadza…W pogoni za iluzjami stawiamy sobie nierealne cele- nierealne  dlatego, że mają  nam przynieść coś nierealnego –  bo jak niby sława czy bogactwo miałyby przynieść upragnioną miłość i prawdziwą akceptację?  Jak sukces w pracy miałby trwale  naprawić  poczucie wartości? To nie może skończyć się dobrze,prawda?
” Alarmowy stan organizmu akceptujemy tylko dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy, jak szkodliwie wpływa na nasze ciało. Bywamy nawet dumni ze swojej odporności na presję i stres, nie rozumiejąc, że aby osiągnąć tę ulotną satysfakcję ego, stwarzamy niepotrzebnie sytuację zagrożenia. Człowiek, który  „nie może  tego znieść”, uważany jest za słabeusza. Ale kto nie jest w stanie się załamać, kto nie potrafi sie poddać i odpuścic sobie, ten jest zmuszony do ciągłego zużywania swej energii życiowej, co go nieuchronnie niszczy. Będzie cierpiał na schorzenia powodowane przez permamentny stres (…) Wydaje mi się, że mądrzej jest nauczyć się w pewnych wypadkach przegrywać i darować sobie niepotrzebną walkę. Rezygnacja przywraca jednostkę do stanu solidnego, przyziemnego bezpieczeństwa, pozwala jej odbudowac energię i czerpać siłę u źródła życia.” 
Lowen, Ciało w depresji
By przerwać tą spiralę i by rzeczywiście odzyskać siły życiowe, należałoby przyjąć porażkę, poddać się, rozładować to całe napięcie. Poddać się – to dla wielu brzmi tak strasznie, że nawet nie chcą o tym myśleć. Dlaczego? Bo poddanie się kojarzy się z bezsilnością, bo otwiera lęk przed zranieniem, przed totalnym załamaniem, przed tłumionymi wcześniej uczuciami i lęk, że zaleją one nas w całości tak, że nie będzie można się podnieść. A zupełnie paradoksalnie, depresja nie przychodzi wtedy, gdy człowiek pozwala sobie na takie momenty i coś w końcu odpuszcza, ale wtedy gdy zbyt długo się przed tym broni aż do wyczerpania sił. Ludzie boją się czasem poddać, bo kojarzą to z upadkiem, który pozostawi ich w tyle. Tak, jakby ten szalony pęd i bycie w nim obiecywało coś lepszego… Przecież nawet jeśli się w nim gna ale zaprzecza się sobie i swemu ciału to i tak pozostaje się samotnym. Jeśli nie odpuścimy sobie w naturalny sposób – poprzez otwarcie się na różne uczucia w sobie, poprzez ciało, odpuszczenie w nim różnych napięć powstałych w wyniku zaprzeczania, zatrzymanie się – wówczas będziemy szukać odpuszczenia w alkoholu, w narkotykach, a także zwiększymy ryzyko depresji.
Dla własnego zdrowia przyjmij ,że coś się nie udało, że Twoje iluzje prysły i pewnych rzeczy nie będzie, pewne rzeczy nie wrócą i pewnych rzeczy już nie dostaniesz od innych. Dla własnego zdrowia rozpłacz się, rozzłość się, poczuj smutek, że coś utraciłeś. Każdy z nas coś traci i najczęściej wiąże się to z utratą iluzji, że coś się wreszcie stanie, jeśli wystarczająco się postaram. Rodzice w końcu pokochają, ktoś w końcu doceni, ktoś lub coś da mi upragnione szczęście,  partner nareszcie się zmieni jeśli stanie się x lub y, …Dla własnego zdrowia i dobrego życia, odpuść sobie uganianie się za tym, co nierealne, odpuść sobie wewnętrzną powinność do ciągłego bycia na fali. Pozwól sobie czasem upaść,  zatrzymać się, pozostać w tyle. Daj sobie przyzwolenie, by czegoś nie mieć, za czymś nie gonić. Daj sobie prawo, by nie wszystko Ci się udawało. Powiedz sobie czasem „poddaje się”.To uwalnia i to daje siłę, choć przez chwilę możesz poczuć bezsilność. Nie bój się poczuć różnych emocji- Twoje ciało odwdzięczy Ci się, jeśli przestaniesz ciągle je ignorowac i zmuszać  do ciągłego wysiłku związanego z zaprzeczaniem i udawaniem.
Stawianie czoła rzeczywistości to nie ciągłe zmuszanie się do pokonywania każdego kryzysu i wbicie się w zbroję ” muszę to wytrzymać, nie mogę okazać słabości”. Konfrontowanie się z rzeczywistością polega czasem też na tym, by przyznać przed sobą i pozwolić sobie poczuć , że coś nas przerosło, że coś nie wyszło, że coś utraciliśmy .Pozwolić sobie to przeżyć bez zaklinania rzeczywistości i czarowania, że jest inaczej. A potem odpuścić sobie i iść dalej…

Medycyna stylu życia

Drodzy!
Już jakiś czas temu ukazała się książka”Medycyna stylu życia” – pierwsza taka publikacja w Polsce!!!

Znajdziecie w niej pokaźny zbiór informacji popartych badaniami oraz doświadczeniem, dotyczących tego jak skutecznie możecie zadbać o swoje zdrowie i kondycję psychiczną 🙂 Książka w bardzo przystępny sposób pokazuje jak zdrowy styl życia może wpłynąć na prewencję oraz jakie może mieć znaczenie dla terapii chorób cywilizacyjnych.

Cieszę się, że mogłam stać się częścią tej publikacji i mogłam wtrącić swoje 5 groszy na temat radzenia sobie ze stresem i dbania o równowagę psychiczną 🙂 To zaszczyt znaleźć się w takim gronie 🙂

Serdecznie polecam nie tylko lekarzom i ludziom związanym z medycyną ale także każdemu, kto pragnie zadbać o swoje zdrowie i jakość swojego życia 🙂

Co warto sobie odpuścić, by żyło się lepiej?

Często, jeśli chcemy zachować równowagę psychiczną i zrzucić zbędny balast ze swoich barków, warto niektóre sprawy sobie odpuścić. Co odpuszczać, by żyło się łatwiej?

 

 

ODPUŚĆ:

PERFEKCJONIZM daje Ci tylko iluzję, że coś specjalnego otrzymasz. Problem perfekcjonizmu to „sky is the limit“, a więc i tak nigdy to, co zrobisz, nie ucieszy Cię wystarczająco. Prawda jest taka, że Twoje otoczenie też nie potrzebuje Twojego perfekcjonizmu- potrzebujecie tego, by pewne rzeczy były wystarczająco dobre. Na tyle, by iść na przód.

LUDZI, KTÓRZY CIĄGLE CHCĄ CIĘ ZMIENIAĆ i nie potrafią Cię zaakceptować takim, jakim jesteś. Zmiany, których potrzebujemy by żyło się lepiej, to na pewno nie zmiana siebie w kogoś zupełnie innego. Jeśli ktoś oczekuje od Ciebie nie tego, że nad czymś popracujesz by poprawić swoje życie, czy też funkcjonowanie w relacji, ale tego, byś stał się kimś innym- odpuść sobie tę relację. Nie warto. I pamiętaj, że to mówi o potrzebach próbującego Cię zmienić, a nie o Tobie.

WAMPIRY ENERGETYCZNE – chyba każdy spotkał choć jednego na swojej drodze. Charakteryzuje ich wieczne niezadowolenie, próby unieszczęśliwiania także innych, nie tylko siebie, i ciągłe przekonanie o tym, że nic nie da się już zmienić (a na pewno nie mogą zmienić się oni). Jeśli przyszło Ci przebywać w takim towarzystwie i możesz takie spotkania ograniczyć, zrób to. Nie bój się, że wampir przestanie Cię lubić, on i tak zawsze na wszystko narzeka i tego też się spodziewa 😉 A jeśli takim wampirem jest ktoś, kogo kochasz, ktoś, na kim Ci zależy, to postaw granice takiej osobie. Możesz powiedzieć jej, że bardzo ją kochasz/szanujesz/cenisz ale nie chcesz rozmawiać w ten sposób i uprzedź ,że za każdym razem, gdy będzie to robić, Ty zakończysz taką rozmowę. Jeśli „wampir“ zacznie Cię szantażować, wiedz, że to z lęku i powiedz mu to, że widzisz, że się boi, że w jakiś sposób Cię straci i dlatego starasz się usprawnić waszą relację

RELACJI, W KTÓRYCH NIE JESTEŚ SZANOWANY – Właściwie po co Ci one? Czego się po nich spodziewasz? Naprawdę wierzysz, że coś dobrego mogą Ci dać? Zadaj sobie wreszcie pytanie: co możesz w takiej relacji mieć, jeśli nie możesz liczyć nawet na coś tak podstawowego jak szacunek?

KONTROLĘ – to tylko iluzja, która podpowiada, że wszystko i wszystkich da się skontrolować. To Twój lęk, który każe Ci tak myśleć i robić. Tracisz tylko czas i energię, ciągle jesteś w napięciu, bo próbujesz skontrolować wszystko…Paradoksalnie, gdy wreszcie uświadomisz sobie i przyznasz przed sobą, że na wiele rzeczy nie masz wpływu i należy je pozostawić, wówczas zyskasz spokój. Pamiętaj też, że istnieje również wiele takich spraw, w których potrzebujesz odpuścić, by potoczyły się lepiej dla Ciebie…Całe szczęście nie wszystko zależy od nas – jakie by to było męczące i trudne faktycznie musieć przypilnować tyle spraw i tylu ludzi w swoim życiu. Odpuść i daj żyć sobie i innym. Skup się na tym, co faktycznie zależy od Ciebie i działaj tam, gdzie masz wpływ.

SCENARIUSZE CO JAKIE POWINNO BYĆ – naprawdę myślisz, że zawsze wiesz, co byłoby najlepsze? I naprawdę wierzysz, że gdy osiągniesz jedno, to na pewno wydarzy się drugie? Różne plany warto mieć, ale warto też pamiętać, że nie ma co dążyć do życia, które „powinno“ być takie, a nie inne, bo takowe nie istnieje. Nie ma jednej recepty na dobre życie, na trwały związek, na wychowywanie dzieci i tak dalej…Więc następnym razem, gdy będziesz usilnie dążyć do czegoś, co „powinno“ być jakieś, zastanów się, czy warto faktycznie nakładać sobie takie sztywne ramy i właściwie po co to robisz? Szczęśliwe dziecko, czy udane małżeństwo nie rodzi się z tak sztywnych ram narzuconych z góry.

WSZYSTKIE „MUSZĘ”, KTÓRYCH CIĘ NAUCZONO, A KTÓRE NIE SĄ ZGODNE Z TOBĄ. Nie rób czegoś, tylko dlatego, że ktoś, kiedyś powiedział Ci, że tak trzeba, jeśli to w ogóle Ci nie służy. Odpuść te „muszę“, które narzucają Ci bycie kimś, kim nie jesteś. Postaraj się tez, aby w Twoim życiu było więcej „chcę“ od „muszę“.

USZCZĘŚLIWIANIE INNYCH SWOIM KOSZTEM – zapamiętaj jedno, jeśli ktoś nie chce lub nie potrafi zadbać o swoje szczęście, żadne Twoje starania szczęścia mu nie dadzą. Każdy z nas jest kowalem swojego szczęścia i wbrew różnym deklaracjom, nikt nie jest w stanie dać nam szczęścia, jeśli go sobie sami nie „zrobimy“. Nie uszczęśliwisz więc ani swoich rodziców, ani partnera, czy partnerki, jeśli sami nie odnajdują szczęścia w sobie.

POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA UCZUCIA INNYCH. Bądź odpowiedzialny za to, co robisz i mówisz do innych, za to jak ich traktujesz. Nigdy nie możesz być odpowiedzialny za to jak ktoś zareaguje lub się poczuje.

CIĄGŁE ZMIENIANIE SIEBIE NA MODEL, KTÓRY WIDZISZ W TV, CZY INTERNECIE. Wygrasz, jeśli będziesz sobą. Nie możesz osiągnąć szczęścia, jeśli próbujesz być kimś, kto tak naprawdę nie istnieje. W mediach widzisz tylko pewne kreacje, tylko drobną cząstkę jakiejś całości, która niekoniecznie musiałaby Ci służyć.

MASKI, KTÓRYCH UŻYWASZ, BY NIE BYĆ SOBĄ. Za każdym razem kiedy próbujesz być kimś innym, unieszczęśliwiasz siebie i oddalasz się od stanu, w którym chciałbyś być. Serwujesz sobie lęk, wstyd i często także złość na siebie. Jest duża różnica pomiędzy pracą nad sobą ale pozostawaniem sobą, a udawaniem kogoś innego.

BŁĘDY, KTÓRE JESZCZE SOBIE WYTYKASZ. Z tego już zupełnie nie wynika nic, poza ciągłym biczowaniem siebie. Nie dość, że doświadczyłeś błędu, to jeszcze w gratisie dodajesz sobie poczucie winy i umartwianie się…Po co? Przecież to nie zmienia nic, poza tym, że czyni Cię bardziej nieszczęśliwym człowiekiem. Na błędach trzeba się uczyć, a nie je rozpamiętywać. Dawanie sobie kary w takiej sytuacji jest zbędne, niczego nie uczy i niczego nie naprawia.

ODPUŚĆ W KOŃCU TYM, PRZEZ KTÓRYCH CZUJESZ SIĘ SKRZYWDZONY- podtrzymywanie nienawiści, czy innych nieprzyjemnych emocji wobec innych, tylko rozdrapuje Twoje rany i podgrzewa nieprzyjemne uczucia w Tobie. Mówi się, że nie przyjmowane emocje pozostają tylko z tym, który chciał je ofiarować. Często więc ta nienawiść, złość czy krzywda pozostają z Tobą, nie robią zupełnie nic temu, którego chciałeś nimi obdarować…

CIĄGŁE MYŚLENIE O TYM, CZEGO NIE MASZ. Nie sprawi ono, że coś się zmieni, no może oprócz nieustannego pogłębiania Twojego przygnębienia. Od myślenia czego nie masz, nie przybędzie Ci tego, czego pragniesz. Skup się na tym, co już posiadasz, co już jest w Twoim życiu. Przekieruj tam swoją uwagę i zacznij korzystać z tego, co jest, a Twoja potrzeba o myśleniu czego Ci brakuje, na pewno się zmniejszy.

ZAMARTWIANIE SIĘ. To jedna z najbardziej bezsensownych aktywności. Niczego nie zmienia, w niczym nie pomaga, niczemu nie zapobiega. To sposób na udręczanie siebie i innych. A jeśli używasz tego wobec innych- to Twój sposób na kontrolę i wymuszanie. Zamartwianie nie ma nic wspólnego z troską o drugą osobę. Troska jest skierowana do kogoś bliskiego i ma za zadanie realne wsparcie, podczas gdy zamartwianie się jest aktem egoistycznym.

ZMIENIANIE INNYCH. Tak, jak warto sobie odpuścić tych, którzy chcą zmieniać Ciebie w kogoś innego, tak samo warto sobie odpuścić zmienianie innych. Trzymaj się zasady, która mówi, że albo kogoś akceptujesz takim, jak jest, albo odpuść, bo człowieka tak zupełnie nie zmienisz. Odpuść więc myślenie o tym, że ktoś się zmieni po ślubie, po urodzeniu dziecka i tak dalej. Albo bierzesz kogoś takim, jakim jest, albo czeka Cię sporo frustracji. Jest ogromna różnica między ulepszaniem relacji i zmianami, jakie są pożądane, a próbą wciskania kogoś w jakiś schemat. Albo powinieneś odpuścić i spróbować być z kimś takim, jakim jest, albo poszukać innego partnera/partnerki, czy przyjaciela

Kilka mitów, które potrafią uprzykrzyć życie…

th

 

MIT 1

Musisz mieć pasję by odnaleźć sens i radość życia

Znam wiele osób, które pasji nie mają i są szczęśliwe i sporo takich, które mają pasję i do szczęśliwych się nie zaliczają. Tak naprawdę poczucie szczęścia zależy od tego, co nadaje sens naszemu życiu i od relacji międzyludzkich…A także od tego wszystkiego, co uznamy za nasze szczęście. A więc szczęście i sens może dawać pasja, ale wcale nie musi. Jeśli radość daje spędzanie czasu z dzieckiem, podróż, spotkanie z bliskimi, wówczas posiadanie pasji wcale do szczęścia potrzebne nie jest i ten, kto jej nie ma, nie staje się ani mniej szczęśliwy, ani mniej wartościowy.

MIT 2

Im więcej pracujesz tym więcej masz

Tak naprawdę masz więcej jeśli pracujesz efektywnie – nie dłużej, nie ile starcza sił, ale mądrze. W Polsce nadal, niestety, pokutuje mit heroizmu pracy rozumianego jako eksploatowanie się do granic możliwości, przychodzenie do pracy w trakcie choroby to w wielu miejscach nadal powód do chwały, a ktoś nieasertywny to przemiły i jakże cenny kolega w pracy…Często jeszcze krzywo patrzy się na tych,którzy wychodzą o czasie, rzadko kto myśli, że takie osoby są po prostu dobrze zorganizowane,  raczej zwykło się ich podejrzewać o najgorsze zaniedbania. W naszym pięknym kraju zapomina się jeszcze o tym, że nieprzepracowany pracownik to lepszy pracownik, że do lepszej wydajności pracy potrzeba jest mądrość a nie zwiększenie czasu pracy, potrzebne jest życie po pracy, a nie jego powolna eliminacja i w końcu potrzebna jest asertywność, by móc zająć się tym, co faktycznie istotne. Często im więcej pracujesz, tym masz więcej stresu i zmarszczek 😉 Pracuj mądrze, bądź wystarczająco dobry zamiast perfekcyjny, pamiętaj by po pracy żyć, a wówczas otrzymasz od tego życia więcej 🙂

MIT 3
Smutek jest oznaką słabości

Dziś dobrze widziane  jest być ciągle uśmiechniętym, zachwyconym pracą i życiem w ogóle. Zakładamy więc maski w obawie przed tym, że skoro nie jesteśmy tacy, to coś nam nie wyszło, coś jest nie tak… Tymczasem „nie tak” jest nie mieć innych emocji niż radość. Wachlarz emocji jest tak szeroki, że większość nie jest nawet w stanie ponazywać tych różnych stanów. One wszystkie czemuś służą i, jeśli nie są w nadmiarze, są potrzebne do życia w równowadze psychicznej. Smutek czy złość ( te pragniemy wyrzucić z naszego życia najczęściej) są niezbędne by móc po różnych, nawet drobnych, zmianach w życiu, pójść dalej nie niosąc zbędnego bagażu emocjonalnego ze sobą. Jeśli z nich nie skorzystamy, tylko je stłumimy, wówczas to nas osłabi, utrudni przejście do kolejnego etapu w życiu, utrudni racjonalne myślenie. To nie odczuwanie smutku jest słabością ale próba życia w zakłamaniu i udawaniu, że go nie ma… To taki stan jest sygnałem, że nie radzimy sobie z czymś, a pojawienie się czasem smutku, żalu, złości,  zazdrości znaczy, że próbujemy się z czymś uporać. To czasem znak, że trzeba coś zmienić, czasem drogowskaz czego nam brakuje. Uczyńmy więc z tych emocji swoją siłę i napęd do dalszego życia.

MIT 4
Żałuje się tylko tego,czego się nie zrobiło

Ile razy słyszałeś „Zrób to, raz się żyje, potem będziesz żałował, że nie zrobiłeś”? Tak naprawdę, ludzie żałują decyzji, które z perspektywy czasu uważają za nietrafne. Czasem będzie to dotyczyło tego, czego się nie zrobiło, a czasem zupełnie odwrotnie- tego, na co się odważyło. Kluczem więc nie jest robienie wszystkiego, pod wpływem impulsu i „magicznej” chwili, „by potem nie żałować” ale nauka jak mądrze podejmować ważne decyzje i nauka na własnych błędach.

MIT 5
Jakakolwiek zależność  w związku jest słabością. Liczy się tylko totalna niezależność

Bardzo często powtarzane kłamstwo, które namieszało w niejednej relacji .”Ja wszystko sobie sam i niczego od ciebie nie chcę” nie jest niestety przejawem dojrzałości. To najczęściej przejaw tego, że obecny jest lęk przed prawdziwą bliskością, przed porzuceniem. Przecież każdy jest tak naprawdę bytem niezależnym i oczywiście dobrze jest samemu zarabiać na siebie i rodzinę, dobrze jest umieć oprzeć się na sobie i nie potrzebować drugiej osoby do tego by w ogóle funkcjonować ale dziś zaczęło to przybierać inne rozmiary. Najczęściej to kobiety chcą koniecznie pokazać, że niczego nie potrzebują od mężczyzny, chociaż nie brakuje również mężczyzn, którzy nie chcą wchodzić w jakiekolwiek zależności i związane z nimi zobowiązania. A przecież to nieprawda, że w związku niczego nie pragniemy od drugiej osoby i tyczy to tak samo kobiet i, jak i mężczyzn. Dojrzałość polega na tym, że sami umiemy o siebie zadbać, ale nie boimy się wejść w pewne zależności, które w bliskim związku po prostu są. Zdrowa zależność to stan, w którym możemy oprzeć się na drugiej osobie jeśli tego potrzebujemy, możemy czasem zdać się na nią,gdy nasze różne zasoby nie wystarczą…Dojrzała osoba potrafi być sama, ale nie boi się być czasem zdrowo zależna w bliskich relacjach.

MIT 6

Czas wszystko uleczy i naprawi

Czas sam z siebie nic nie robi…To zmiany, które w nas zachodzą są odpowiedzialne  za inny sposób postrzegania tego samego zjawiska po jakimś czasie. Przecież są ludzie, którzy, pomimo upływu czasu, ciągle czują się tak samo i ciągle robią to samo, co ich unieszczęśliwiało wcześniej.Ile osób chowa różne urazy i wcale nie maleją one wraz z upływem czasu? Ba! Niektóre nawet sukcesywnie się pogłębiają siejąc spustoszenie w życiu takiej osoby. Tak naprawdę upływający czas możemy wykorzystać albo nie. Czas bywa też potrzebny, by coś przemyśleć, by z czymś się oswoić, ale bez naszego wkładu w takie działania, sam upływający czas nas w tym nie wyręczy.

MIT 7
Co cię nie zabije to cię wzmocni

Bywają takie wydarzenia w życiu człowieka, które są dla niego tragiczne i traumatyczne. Niektórzy, po wielu staraniach i ciężkiej pracy, czują się mocniejsi, że przeżyli jakąś tragedię, czy też poradzili sobie z jakąś ogromną trudnością. Nie oznacza to jednak, że i w nich nie pozostaje jakaś wyrwa nie do zapełnienia, czy pewien rodzaj głębokiego smutku. Są też ludzie, którzy po rożnych, mniejszych lub większych osobistych tragediach, wcale nie czują się mocniejsi i bogatsi życiowo. Dla nich sukcesem może być to, że dalej podejmują trudy życia codziennego. Czasem to, co nie zabija dosłownie, zabija coś głęboko w nas…

MIT 8
Jesteś czyjąś drugą połówką

Całe szczęście nigdy nie jesteśmy tylko połówką- czy jako singiel, czy w związku zawsze jesteś pełnowartościowy, a wzbogacać może zarówno bycie w związku, jak i czas samotności. Jeśli zaczynasz myśleć o sobie jako o połówce, to znaczy, że z jakiegoś powodu zaniżasz swoją wartość albo czujesz się niepełny bez kogoś u swego boku. Takie osoby szukają też specyficznej „drugiej połówki”, która ma im zapewnić to, czego  nie potrafią zapewnić sobie same. Próbują uzupełnić dziury powstałe dawno temu, zapominając, że tylko one same mogą sprawić, by się nieco wypełniły. Nie warto używać drugiego człowieka do stania się „drugą połówką”. Z resztą to tylko iluzja, że wtedy stanie się zupełnie pełnym. Takim można stać się poprzez pokochanie siebie samego, szacunek do siebie, umiejętność wybaczania sobie i pozwolenie na bycie sobą. Wtedy już  nie potrzebuje się „drugiej połówki” by istnieć w pełni.  Jest się całością i jako ta całość z przyjemnością można spotkać się z drugą całością i spróbować razem iść przez życie 🙂

MIT 9

Zdobędziesz szczęście zdobywając to, czego pragniesz

Jakże popularne hasło, które ma niewiele wspólnego z prawdą…Po pierwsze, nie zawsze spełnianie każdego naszego chcenia jest dobre, czasem może wprowadzać więcej destrukcji w nasze życie, niż powstrzymanie się od sięgania po to, czego się zapragnęło. Po drugie, często nawet jeśli realizujemy swoje pragnienia, mogą one dawać chwilową satysfakcję, ale niekoniecznie uszczęśliwiają, czy czynią nasze życie lepszym. Dzieje się tak, ponieważ często mamy mylne wyobrażenie na temat tego, co przyniesie nam szczęście. Tworzymy sobie pewne iluzje zamiast oprzeć się na dostępnych faktach. Jeśli chcemy wprowadzić więcej radości w nasze życie, mieć z niego więcej satysfakcji, powinniśmy raczej spojrzeć wstecz i sprawdzić kiedy tak naprawdę byliśmy szczęśliwi. Dowiemy się wówczas czego faktycznie potrzebujemy do szczęścia. Rozdzielajmy więc mądrze to, co nam przynosi szczęście, od tego, co przynosi chwilową satysfakcję, czy po prostu ułatwia nam funkcjonowanie. W ten sposób unikniemy frustracji w sytuacji, gdy coś jednak szczęścia nie daje i skierujemy swoją energie tam, gdzie faktycznie to szczęście możemy odnaleźć.

 

Żyj pomimo

x

Nie wszystko da się naprawić, nie wszystko da się zapomnieć, nie wszystko przestaje z czasem boleć, nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć. Być może w życiu chodzi właśnie o to, by umieć i chcieć żyć dalej pomimo tego? W historii swojego życia każdy z nas znajdzie jakieś swoje „pomimo“.

Może nie warto czekać, aż to, co boli przestanie boleć, aż naprawi się to, co do tej pory naprawić się nie dało, wreszcie może nie warto czekać aż zapomni się to, co się jakoś zapomnieć nie chce…W końcu w każdą podróż zabiera się ze sobą jakiś bagaż i choć niekiedy ciąży, idzie się dalej. Czasem po drodze dzieje się tyle dobrego, że zapomina się o tym, co się dźwiga, czasem tłumaczy się sobie, że przecież bagaż jest potrzebny i inaczej się nie da, a czasem doskwiera na tyle, że trzeba się zatrzymać, że marzy się o tym, by się go pozbyć. Ale co, jeśli nie da się go zupełnie pozbyć? Po odpoczynku idzie się dalej, bo właśnie to ma sens. Warto więc znaleźć siły, by iść naprzód, by zamiast czekać aż minie to, co „niemijalne“, rozbudzać nadzieję na nowe. Warto potraktować to, co się dzieje jako część nas, naszej historii i zamiast próbować się jej pozbyć, spróbować iść z nią dalej, przed siebie.